Chiny zamierzają dać swojej gospodarce znaczący impuls. Dzięki takiemu podejściu – z którego Unia Europejska mogłaby się czegoś nauczyć – renminbi może stać się jedną z walutowych niespodzianek 2025 roku.
Chiny mogą przygotować się na trudny gospodarczo rok. Zaufanie konsumentów jest poważnie zagrożone z powodu złego samopoczucia na rynku nieruchomości i rosnącego bezrobocia. W przeszłości Chiny mogły polegać na silnym sektorze eksportowym w okresach, gdy gospodarka krajowa słabła. Zapowiedź Donalda Trumpa, że wkrótce wprowadzi 60% cło na chińskie towary, nie wróży dobrze w tej kwestii. Wygląda na to, że wzrost gospodarczy w ubiegłym roku był już nieco niższy od oficjalnego celu wynoszącego 5%. Aby zapobiec niepowodzeniu roku 2025, chiński rząd podejmuje wszelkie środki, aby podsycić ogień gospodarczy.
Duże wyzwanie
Ze skali i charakteru tych działań można już wyczuć, że wyzwanie jest większe niż w przeszłości. Mniej więcej na początku tego stulecia można było wydawać pieniądze na rozległe projekty infrastrukturalne. Impuls gospodarczy, jaki to dało, był wystarczający, aby przyspieszyć wzrost. Po kryzysie finansowym w 2009 r. i kryzysie koronowym Pekin skupił się na pakiecie fiskalnym o wartości ponad 500 miliardów dolarów. Obniżki podatków pobudziły konsumpcję krajową, dzięki czemu załamanie gospodarcze stało się mniej głębokie. Chiny są już w pełni rozwinięte, a konsumenci trzymają ręce na sznurkach torebek. Inwestycje infrastrukturalne i środki fiskalne sprawdzają się zatem znacznie słabiej niż wcześniej.
Wybiegając poza arkusze kalkulacyjne
Tym razem wybrano inne podejście. Chiny uwalniają ponad 800 miliardów dolarów na refinansowanie zadłużenia samorządów lokalnych. Wiele miast i województw boryka się z wysokim zadłużeniem. Jeśli tam zostanie odciążona, pojawi się więcej przestrzeni finansowej dla inicjatyw lokalnych. Ponadto bank centralny zapowiedział zmianę stóp procentowych na początku tego roku. Polityka stóp procentowych nie opiera się już na niejasnych celach ilościowych, ale raczej na wpływie gospodarczym, jaki chce osiągnąć Ludowy Bank Chin. To dobry znak, że ekonomiści w Pekinie patrzą poza arkusze kalkulacyjne, od których wydawali się uzależnieni. Jednak świat finansów nadal nie ma zaufania do odwrócenia cen.
Jak gorąca będzie później zjedzona zupa taryfowa?
Bank inwestycyjny Goldman Sachs przewiduje, że tempo wzrostu w okresie do 2035 r. wyniesie średnio 3,5%. W latach 2000–2020 odsetek ten wynosił nadal 9%. Gwałtownie spadło także oprocentowanie chińskich dziesięcioletnich obligacji skarbowych. Rynek obligacji wskazuje zatem, że na razie niewiele oczekuje od wzrostu gospodarczego. Poprzeczka jest tak niska, że będzie to wielka gratka, jeśli środki rzeczywiście przyniosą skutek lub jeśli zupa taryfowa będzie spożywana w mniejszej ilości gorącej, niż wydaje się ją podawać Trump. W takim przypadku renminbi mógłby okazać się niespodzianką walutową w bieżącym roku po spadku o ponad 4% w ostatnim kwartale 2024 roku. A tymczasem chińskie podejście wykazuje większą zdecydowanie niż polityka strusia, z jaką Europa przygotowuje się na rok 2025.
© Analiza rynku DCA. Niniejsza informacja rynkowa podlega prawu autorskiemu. Zabrania się reprodukowania, rozpowszechniania, rozpowszechniania lub udostępniania treści osobom trzecim za wynagrodzeniem w jakiejkolwiek formie bez wyraźnej pisemnej zgody DCA Market Intelligence.