W Saudyjskim Dammam, gdzie piszę tę rubrykę, mogę przeprowadzić szkolenie dotyczące zielonego wodoru dla największej na świecie firmy naftowej Aramaco. Być może znacie tę firmę z reklamy Formuły 1, podobnie jak firmę naftowo-gazową, z którą byłem w zeszłym tygodniu: Petronas z Malezji. Tam pozwolono mi informować ich o transformacji energetycznej i handlu CO2.
Te szkolenia zmuszają mnie do spojrzenia również na Holandię. Oraz wyjaśnić ludziom z innych części świata, jak przebiega transformacja energetyczna w naszym kraju i w Europie oraz jakie możliwości ona dla nich niesie. Spójrzmy na zielony wodór. Jest to wodór wytwarzany przez rozszczepienie wody (H2O) w tak zwanym elektrolizerze na wodór (H2) i tlen (O) przy wykorzystaniu energii elektrycznej wolnej od CO2, pochodzącej z wiatru, słońca lub atomu.
W ostatnich latach zielony wodór był przedstawiany jako rozwiązanie transformacji energetycznej przez europejskich polityków, takich jak Frans Timmermans i Ursula von der Leyen oraz nasz Rob Jetten. Niektórzy nazywają zielony wodór „szwajcarskim scyzorykiem” transformacji energetycznej, inni „szampanem” wśród nośników energii. Te ostatnie głównie ze względu na wysoką cenę. Te dwa stwierdzenia natychmiast wskazują na problem. Wodór nie jest rozwiązaniem dla wszystkich zastosowań. Na przykład nie nadaje się do samochodów i ogrzewania naszych domów. Lepszym rozwiązaniem jest w tym przypadku energia elektryczna z akumulatorów i pomp ciepła. Co więcej, z pewnością jest on nadal zbyt kosztowny, aby konkurować z obecnym wodorem wytwarzanym z gazu ziemnego, który emituje duże ilości CO2.
Od lat odkładali ambitne plany
Holandia chciałaby być liderem, ale swoje ambitne plany budowy infrastruktury rurociągowej musiała od lat odłożyć w czasie. UE również rozmieściła samoloty Sky-High. I uważa, że do 2030 r. w Europie potrzebujemy 20 gigawatów (GW) zielonego wodoru. Połowa tej energii musi pochodzić z „lokalnej” produkcji, a reszta musi zostać przywieziona z innych części świata, gdzie mają dostęp do bardzo taniej energii słonecznej. Port w Rotterdamie jest w to w pełni zaangażowany. Rok 2030 nie jest oczywiście tak odległy, dlatego uważa pan, że w Europie buduje się wiele nowych mocy produkcyjnych, aby osiągnąć te cele. Ale to bardzo rozczarowujące. Pomimo wielu zapowiedzi i świetnych doniesień prasowych ze strony najróżniejszych firm, dotychczas zainwestowano jedynie 3,6% z pożądanych mocy produkcyjnych o mocy 10 GW.
Jak to możliwe, że politycy zdają się żyć w swojej papierowej rzeczywistości i tak niewiele mają pojęcia o tym, co dzieje się w praktyce? Dzieje się tak głównie dlatego, że nie mają oni zielonego pojęcia o czym mówią. Myślałem o tym, pisząc felieton w Telegraaf czytane przez Ronalda Plasterka. Ignorancję ilustruje wypowiedzią naszego poprzedniego ministra klimatu wygłoszoną podczas debaty na temat azotu, w której stwierdził, że azot leży nad światem jak „duszący koc”. Co oczywiście jest całkowitą bzdurą. Gazowy azot niczego nie dusi i bez niego nie byłoby życia na ziemi. Jetten prawdopodobnie nie miał pojęcia o różnicy między azotem a „duszącym kocem” efektu cieplarnianego.
Najbardziej bezsensowne cele oparte na myśleniu życzeniowym
Podejrzewam, że takiej podstawowej wiedzy zupełnie brakuje także politykom, takim jak nasza obecna unijna komisarz ds. klimatu Wopke Hoekstra i Ursula von der Leyen, a także nasza nowa minister klimatu Sophie Hermans. W rezultacie mogą bez mrugnięcia okiem wysyłać w świat najbardziej bezsensowne cele związane z myśleniem życzeniowym. To jeszcze nie koniec, ale towarzyszą temu ogromne pakiety wsparcia finansowego, które ostatecznie będziemy musieli ponieść my, obywatele.
Powrót do zielonego wodoru. Obecnie jest jasne, że te cele polityczne są nieosiągalne i okaże się w praktyce, jak rozwinie się gospodarka oparta na ekologicznym wodorze. UE jednak idzie naprzód. W rezultacie kraje takie jak Arabia Saudyjska i Malezja załamują ręce, jak mogą sprzedać do Europy produkowany tam zielony wodór. Jak już śpiewali Tears for Fears: to szalony świat.
© Analiza rynku DCA. Niniejsza informacja rynkowa podlega prawu autorskiemu. Zabrania się reprodukowania, rozpowszechniania, rozpowszechniania lub udostępniania treści osobom trzecim za wynagrodzeniem w jakiejkolwiek formie bez wyraźnej pisemnej zgody DCA Market Intelligence.