Wojna na Ukrainie wprowadziła również rolników. Niektórzy w holowaniu czołgów i Kees Huizinga w felietonach publicystycznych opowiadających się za sprawą ukraińską i podkreślających konsekwencje dla dostaw żywności na Bliskim Wschodzie – kolejny kryzys w trakcie. Huizinga uprawia ponad 15.000 XNUMX hektarów i zatrudnia setki pracowników: firma rolnicza o charakterze, jakiego nie znamy w Europie Zachodniej. Wyobrażam sobie firmę z własną administracją i księgową, z warsztatem nie gorszym od firmy zajmującej się mechanizacją. A więc mniej specjalizacji niż tutaj.
Dlaczego rolnik faktycznie wykonuje pewne czynności pod własnym kierownictwem, a inne kupuje na rynku? Można znaleźć wiele przyczyn tego stanu rzeczy i właśnie dlatego ekonomiści o tym dyskutują. Ponownie przeczytałem książkę „The Nature of the Farm” Douglasa W. Allena i Deana Luck z 2002 roku, która analizuje kontrakty, ryzyko i formę organizacyjną w rolnictwie amerykańskim. Tytuł ich książki zaczerpnięty został z artykułu studenta Ronalda Coase'a z 1937 roku „The Nature of the Firm”, za który 54 lata później otrzymał Nagrodę Nobla. Zadał to samo pytanie: skoro rynek jest tak wielki, dlaczego przedsiębiorca nie zleca wszystkiego freelancerom zamiast zatrudniać pracowników? Jego odpowiedź: rynek jest wydajny, ale czasami w outsourcingu jest tak dużo kosztów transakcyjnych, że taniej jest kupić maszyny samemu i zatrudnić personel. Nie wykonawca, ale własny kombinat, nie firma księgowa, ale własny księgowy.
Zagrożenie moralne: usługodawca schodzi na boczny tor
Te koszty transakcyjne to nie tylko koszty znalezienia dostawcy i zawarcia umowy, ale także koszty monitorowania, czy ktoś robi to, czego od niego oczekujesz. Czasami nie da się tego w ogóle określić z góry w kontrakcie i lepiej grać szefa lub pozostać małą firmą rodzinną. Procesy biologiczne, zdaniem Allena i Luecka, są szczególnie podatne na ten problem. Istnieje pokusa nadużycia: wynajęty usługodawca nieświadomie idzie na skróty, ponieważ śpieszy mu się płacąc za hektar. Słabe osiągi można łatwo przypisać np. warunkom pogodowym. Skomplikowane umowy w tym nie pomogą i dlatego często są proste – mówią autorzy.
Docelowo jest to zatem najbardziej ryzykowne, biologiczne procesy, które gospodarstwo samodzielnie prowadzi za pomocą personelu, resztę można zlecić specjalistom. Nie dlatego, że są ryzykowne, argumentują Allen & Lueck, bo wtedy można je przeciągnąć przez dużą firmę lub za pomocą ubezpieczenia: nigdy nie pada za dużo. Ale ponieważ są one trudne w zarządzaniu i nie masz pewności, czy wynajęty specjalista poradzi sobie jako przedsiębiorca dokładnie tak dobrze lub źle, jak chcesz. Gdy tylko stanie się to możliwe do opanowania, sezonowość znika, spadają koszty transakcji, działalność firmy znika do konkretnych firm lub jest zlecana usługodawcy. Ostatecznie firmy rodzinnej już nie ma, bo wszystko jest do opanowania. Powstają wtedy większe firmy, takie jak ogrodnictwo czy hodowla trzody chlewnej, w których specjalizacja może odbywać się pomiędzy (tymczasowymi) pracownikami. Najlepszym przykładem jest ukraiński MHP.
Optymalne łączenie działań w ramach firm
W ciągu ostatnich dziesięcioleci byliśmy świadkami spadku kosztów transakcyjnych w gospodarce w wyniku Internetu i wzrostu liczby samozatrudnionych, ale Allen i Lueck nie wygrali jeszcze dyskusji w rolnictwie. Nie pomaga to, że koszty transakcji są znacznie trudniejsze do zmierzenia niż, powiedzmy, ryzyko. Wielu kolegów uważa, że formę organizacyjną można również wytłumaczyć ekonomią skali (mniejsze firmy korzystają z kontrahentów, duże nie), ryzykiem (łańcuch żywnościowy lubi zostawiać ryzykowne działania małemu), opodatkowaniem, polityką rynku pracy ( Płace CAO i praca w weekendy) lub historia. To ostatnie wyjaśnia wiele na Ukrainie: duże firmy z czasów PRL, mało dostępnych przedsiębiorców, brakujące rynki zbytu dla usługodawców, takich jak przedsiębiorcy usługowi i firmy zajmujące się rachunkowością rolną.
Jeśli Ukraina przetrwa trochę w tej wojnie i przeniesie się gospodarczo na Zachód, rynki będą działać jeszcze lepiej. Oznacza to inne optymalne powiązanie działań w firmach. Pewien duży rolnik z Holandii przewidział niedawno, że rolnictwo precyzyjne zmierza w kierunku Ukrainy: chcesz osiągnąć najwyższe plony ze wszystkimi danymi z własnego gospodarstwa i samodzielnie kontrolować wszystkie procesy. Zamiast zlecać niektóre sprawy wykonawcy: stanie się to zbyt skomplikowane w porównaniu z kilkoma Twoimi własnymi pracownikami i maszynami. Czas pokaże.
© Analiza rynku DCA. Niniejsza informacja rynkowa podlega prawu autorskiemu. Zabrania się reprodukowania, rozpowszechniania, rozpowszechniania lub udostępniania treści osobom trzecim za wynagrodzeniem w jakiejkolwiek formie bez wyraźnej pisemnej zgody DCA Market Intelligence.
To jest odpowiedź na Boerenbusiness artykuł:
[url=https://www.boerenbusiness.nl/column/10897690/groot-in-oekraine-een-voorbode-voor-nederland]Wielka Ukraina zwiastunem Holandii?[/url]
W rzeczy samej. Holandia jest za mała dla tak dużych firm. I być może największa przeszkoda: ziemia w Holandii jest zbyt droga, by stać się mega firmą rolniczą
Hej Kjol, co ty mówisz? Karmimy świat, prawda?
Ponadto spodziewam się, że optymalna wielkość gospodarstwa we Flevoland wyniesie około 200-300 hektarów. W ten sposób park maszynowy może być efektywnie i opłacalnie wykorzystywany, a Ty jesteś poważnym graczem na rynku i interesującą firmą dla personelu.
Moja cena wywoławcza to 250.000 XNUMX €/ha