Mokra, mokra jesień przynosi problemy. Zwłaszcza wśród rolników, którzy nadal uprawiają ziemię i widzą, jak ich zbiory toną i gniją. Rodzi się irytujące pytanie, w którym momencie należy zrezygnować z takiej uprawy i zostawić ją w spokoju.
Ekonomiści biznesowi uważają, że przy takiej decyzji nie ma znaczenia, ile kosztów i wysiłku włożyłeś już w zbiory w tym roku. Są to koszty utopione z przeszłości, ale sposób, w jaki doszedłeś do punktu decyzji, nie ma znaczenia. Niezależnie od tego, czy wydałeś na plony 2.000, czy 4.000 euro, czy już trzy razy utknąłeś z kombajnem, czy tylko raz musiałeś postawić dwa ciągniki przed wywrotką: to nie ma znaczenia. Przynajmniej nie, jeśli teraz musisz zdecydować, czy podjąć kolejną próbę, czy nie.
Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem
Liczy się tylko wartość plonów, które są jeszcze na polu, pomnożona przez szansę, że uda się je zdobyć na podwórzu oraz koszty zbiorów, w tym także szkody w glebie. Przy podejmowaniu decyzji liczą się tylko przyszłe koszty i przychody – co było, było. Albo jak mówią Anglicy: nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Co się stało to się stało.
Często jednak łamana jest zasada kosztów utopionych. „Tak wiele już zainwestowano, teraz trzeba działać dalej” – słychać na spotkaniu zarządu. Polityka jest również silna, gdy ponownie dochodzi do przekroczenia budżetu megaprojektu. Tak, jeśli chcesz uniknąć utraty twarzy, możesz zignorować tę zasadę, ale w przeciwnym razie jest to błąd. Ukończenie megaprojektu należy porównać z alternatywną metodą regulowania mobilności lub administrowania ustawą o ochronie środowiska bez oprogramowania.
Kilka tych złotych zasad
Księgowi mają swój własny wariant: straty odnotowuje się, gdy tylko staną się widoczne, zyski dopiero wtedy, gdy zostaną zrealizowane. Podobnie jest z wartością osieroconych aktywów, maszyn czy stajni, które nagle stają się przestarzałe, bo producenci wymyślają coś lepszego lub rząd zakazuje danej technologii. Mój ojciec miał kiedyś w szopie przerzedzacz do buraków, mało używany i na pewno nie spisany na straty, ale nagle prawie bezwartościowy, bo buraki można było siać zdalnie. Wtedy liczy się tylko cena złomu, a nie cena zakupu czy wartość księgowa.
Zasadę kosztów utopionych poznałem w latach XNUMX. z książki Business Economic Thinking autorstwa niejakiego B. Boomsmy. Miał jeszcze kilka tych złotych zasad. Na przykład fakt, że przy podejmowaniu decyzji rolę odgrywają wyłącznie przyszłe przepływy pieniężne, ale obejmuje to również przyszłe koszty pośrednie. Trzymając się przykładu: nie możesz wykorzystać dodatkowych godzin spędzonych na żniwach, aby zasiać pszenicę na innej działce. Godziny te nie są zatem bezpłatne, kosztem jest zatrudnienie dodatkowej siły roboczej, a jeśli nie jest to możliwe: strata (tzw. koszt alternatywny) wynikająca z braku możliwości uprawy pszenicy.
Trzy próby kapitana holownika
Zasada kosztów utopionych jest przydatna w trudnych warunkach. W broszurach jest to zwykle wyjaśniane w odniesieniu do kapitana holownika, który podjął już trzy próby holowania statku przy złej pogodzie do bezpiecznego portu i teraz musi zdecydować się na nową próbę. To smutne, że wyjaśnienie można teraz podać także na przykładzie rolnictwa, dlatego przede wszystkim mamy nadzieję, że szybko się to skończy i że o tej regule można na jakiś czas zapomnieć.
© Analiza rynku DCA. Niniejsza informacja rynkowa podlega prawu autorskiemu. Zabrania się reprodukowania, rozpowszechniania, rozpowszechniania lub udostępniania treści osobom trzecim za wynagrodzeniem w jakiejkolwiek formie bez wyraźnej pisemnej zgody DCA Market Intelligence.
To jest odpowiedź na Boerenbusiness artykuł:
[url=https://www.boerenbusiness.nl/column/10906801/verdronken-oogst-verzonken-kosten]Utopione zbiory, utopione koszty[/url]
Zbiór późną wiosną. Cała odpowiedzialność za hodowców? Nie, nie narzekam, że w tym roku podpisałem kontrakt. Jak wielu. Ale zaczyna pojawiać się siła wyższa...To jest odpowiedź na Boerenbusiness artykuł:
[url=https://www.boerenbusiness.nl/column/10906801/verdronken-oogst-verzonken-kosten]Utopione zbiory, utopione koszty[/url]