Zebrałem całą swoją odwagę, by wyznać „au public”. Sam nie mam wykształcenia rolniczego, ale pracuję dla rolników iz rolnikami od wielu lat (w dziedzinie zdrowia gleby i zwierząt). W międzyczasie wiem, jak biegają zające w sektorze. Przede wszystkim bardzo podobała mi się dynamiczna gałąź sportu i otrzymałem wielkie uznanie dla hodowców bydła, rolników, szkółkarzy, rybaków i ogrodników.
Po bliższym przyjrzeniu się i po kilku chwilach autorefleksji, moje wielkie chłopskie serce okazuje się dużo mniejsze niż myślałem. I tu zaczyna się moja spowiedź.. Robię zakupy na zasadzie „pilnowania maluchów”. Nasza rodzina od czasu do czasu wybiera kiloblaster i kenijską zieloną fasolkę. Ładne w 1 dużym supermarkecie za rogiem. W skrócie: „Długo zdobądź, szybko wracaj do domu”.
„Natychmiastowe szczęście”
Jako pracownik producenta minerałów zarabiam od wykwalifikowanego i pełnego pasji rolnika, a rolnik nic nie zarabia ode mnie. Co prawda zwracają się one z pomysłów, które jako firma doradzamy, ale ja (jako osoba fizyczna) bacznie obserwuję sznurki torebki. Poważnie zadaję sobie pytanie, dlaczego nie przyczyniam się do sprawiedliwego handlu i zrównoważonego rozwoju; notabene, bo sam regularnie stoję w glinie lub stajni. Wiem więc, że w produkcję mięsa, mleka i warzyw jest bardzo dużo.
Podobnie jak wiele innych, jestem bezsensownym zwierzęciem stadnym. Wszyscy staliśmy się indywidualistami, z mottem „żyję swoim życiem”. Jako ta osoba poruszam się wśród 7,5 miliarda ludzi. Moim zdaniem sprowadza się to do indywidualizmu i globalizacji. Nie jesteśmy już częścią małego, zarządzanego kolektywu (społeczność/wioska) i nie słuchamy już policjanta, nauczyciela czy pastora. Chcemy kontrolować własną wolność, ale z naszymi małymi, samotnymi mózgami nie możemy poradzić sobie z tym wielkim i złożonym światem. Nieustannie poszukujemy naszego sensu i często tworzymy go kosztem prawdy.
Znaczenie powinno prowadzić do tak zwanego „natychmiastowego szczęścia”. Niektórzy szukają go w ideałach, za którymi podąża głównie krzycząca grupa. Nie formułowanie opinii opartej na faktach, ale opartej na sentymencie i na tym, kto krzyczy najgłośniej. Inni szukają na całe życie. „Staliśmy się niewolnikami własnego sensu”, relacjonuje flamandzki filozof i psychiatra Damiaan Denys.
Pokaz z dala od mojego łóżka
I ta (moja) zmiana zachowania ma z tym wszystko wspólnego; zwłaszcza jeśli jako jednostki w wielkim, złym świecie chcemy dążyć do własnego szczęścia. Płacenie więcej za jedzenie z własnej inicjatywy nie dotyka twojego rdzenia. To nie dotyczy ciebie osobiście. Nie przynosi „natychmiastowego szczęścia”, ale osobiste nieszczęście. W końcu masz mniej pieniędzy do wydania. Robienie więcej dla lepszego klimatu często odczuwa się jako mała kropla na dużej, świecącej płycie jako osoba fizyczna. Nie widzimy już podatnego kolektywu, ponieważ już go nie ma.
Ulica, wieś, kościół, mała gmina. Mogą one doprowadzić do zmiany zachowania na korzyść tej samej społeczności. W dzisiejszych czasach wszyscy i wszystko jest anonimowe. Dużo jest „przedstawieniem z dala od mojego łóżka”. Rolnik był kiedyś częścią tej małej społeczności. Nie wielka niewiadoma jak teraz. Wręcz przeciwnie, rolnik i jego żona byli ludźmi prestiżu. Ponieważ znałeś ich osobiście, było zrozumienie i uznanie. Poczucie wspólnoty i zrozumienia dla drugiego jest teraz trudne do znalezienia.
Wygląda na to, że problemy nie istnieją
Napięcia między dobrostanem zwierząt a naturą z jednej strony, a wydajną produkcją żywności z drugiej, wydają się powodować poszerzenie roli między rolnikiem a obywatelem (jeśli jeszcze tego nie zrobiono). Jednak nie udało nam się jeszcze poprosić i jednocześnie dobrowolnie płacić za produkty wytwarzane w sposób zrównoważony. To daje wolność jednostki. Wycenianie żywności w pieniądzach nie daje „natychmiastowego szczęścia”: bo kto może zagwarantować, że gdy kupię dwugwiazdkową wieprzowinę, te świnie i zainteresowany hodowca świń rzeczywiście będą sobie lepiej radzić? Oddaję pieniądze supermarketowi, a nie farmerowi. I nigdy nie widzę szczęśliwych kasjerów.
Co więcej, problemy naszych rolników są wchłonięte przez wszystkie problemy świata, z którymi my jako jednostki nic nie możemy zrobić. Te problemy są ukryte daleko i anonimowo, wydaje się, że ich nie ma. A jeśli do nas dotrą, to wyzwania są zbyt wielkie dla nas jako „osób z 7,5 miliarda ludzi”. Dzięki tym ewolucyjnym taktykom przetrwania udaje nam się utrzymać się jako samotnicy.
Co z oczu to z serca
Industrializacja sektora w połączeniu z urbanizacją bezpośrednio stworzyła fizyczną odległość między rolnikami a obywatelami. „Poza zasięgiem wzroku, z umysłu lub nieznane czyni niekochanym”. Istnieje już wiele wspaniałych inicjatyw mających na celu zjednoczenie tych 2 grup (rolnika i obywatela), obywatel jest zapraszany do obejrzenia szklarni lub stajni. Myślę, że wiele rodzin postrzega wizytę u rolnika jako „miły dzień”.
Jednak rozłam, w którym znalazło się wielu rolników, pozostaje nienazwany. Z pewnością chcą podjąć kroki w kierunku bardziej zrównoważonego, solidnego rolnictwa o obiegu zamkniętym i z miłością przekazać swoją działalność rolniczą następnemu pokoleniu. Jednak konsument będzie musiał się wtedy ruszyć.
Przemysł wytwórczy
Program „Nasze gospodarstwo” Yvona Jaspersa pokazuje „wzloty i upadki” rolników, w których często pojawiają się te same przeszkody: normy środowiskowe są decydujące i bynajmniej nie są jednoznaczne, a cena kosztów (w tym wszystkie wymogi zrównoważonego rozwoju) jest prawie nie pokrywana przez cena sprzedaży. Rodzinom grozi zagłębienie się lub przeprowadzka za granicę. Jeśli to tempo się utrzyma, Holandia powoli straci kolejny przemysł wytwórczy, ale tym razem sektor o ogromnym wpływie na zatrudnienie, gospodarkę, bezpieczeństwo żywności i bezpieczeństwo żywnościowe. BoerBurgerBeweging stara się wywierać bezpośredni wpływ na ustawodawstwo i regulacje na arenie politycznej, a także docierać do obywateli.
Zmiana behawioralna w zakresie aprecjacji żywności jest niemożliwa. Sam jestem tego dobrym przykładem. Ponieważ pomimo mojego wyobrażenia o życiu na farmie, jestem w stanie ignorować zrównoważone opcje żywności. Otoczenie społeczne i tkwiący w nim indywidualizm nie mogą ulec zmianie w krótkim okresie. Dlatego rząd musi interweniować, regulując ceny żywności, aby chronić nasz naturalny krajobraz i producenta żywności. Po prostu zmuś mnie do supermarketu, inaczej znów sięgnę po okolicy, niczego nie podejrzewając. Rozumiem dlaczego.
© Analiza rynku DCA. Niniejsza informacja rynkowa podlega prawu autorskiemu. Zabrania się reprodukowania, rozpowszechniania, rozpowszechniania lub udostępniania treści osobom trzecim za wynagrodzeniem w jakiejkolwiek formie bez wyraźnej pisemnej zgody DCA Market Intelligence.
To jest odpowiedź na Boerenbusiness artykuł:
[url=http://www.boerenbusiness.nl/column/10884203/Dlaczego nie płacę więcej za jedzenie]Dlaczego nie płacę więcej za jedzenie?[/url]