Luty 2017 prawdopodobnie zapisze się jako rynek stabilny z mniej więcej niezmienionymi cenami. Przy poziomach cen powyżej strefy krytycznej z historycznego punktu widzenia nie jest tak źle, ale to zmiany po stronie kosztów sprawiają, że hodowcy tuczników są „niespokojni”. Mała podaż świń może wiązać się z zbyt dużymi oczekiwaniami na rynku.
Jeśli chodzi o podaż trzody chlewnej, historia rzeźni jest podobna tygodniowe dane dotyczące uboju. Różne strony w Holandii i Niemczech informują, że podaż jest ledwo wystarczająca w porównaniu z planami uboju. Biorąc pod uwagę fakt, że dane dotyczące uboju są gorsze od roku 2016 i średniej pięcioletniej, stwierdzenie to znajduje potwierdzenie czarno-białe. Jednak podaż nie dominuje w kształtowaniu się cen w połowie lutego, a jedynie tworzy opór. Rynek mięsa jest w dalszym ciągu zbyt słaby, aby zmotywować rzeźnie do zapełnienia ostatnich przedziałów podwyżkami.
Kiedy niemieckie rzeźnie zablokowały 4-procentową podwyżkę w czwartym tygodniu, był to sygnał, że rynek mięsny ma trudności z wchłonięciem takich podwyżek w miesiącach zimowych. Dwie porażki, które dotknęły rynek mięsa w ostatnich tygodniach, to słaby funt i cofnięcie licencji eksportowej Tönnies. Brytyjscy nabywcy od dłuższego czasu wykazują mniejszą aktywność na rynku bekonu, który tradycyjnie stanowi niezawodny przepływ handlowy.
Kłopoty w Tönnies mają również wpływ na rynek, mimo że największa rzeźnia to ostatecznie tylko jeden gracz. Przypadkowo Tönnies jest właśnie partią, która jest idealnie przygotowana do narzucenia swojej woli rynkowi. Sygnały wysyłane przez giełdę internetową – przy stabilnych ruchach – są typowe dla sytuacji rynkowej w Europie Północno-Zachodniej w tych tygodniach. Wyższe ceny świń przy sprzedaży wyłącznie w Europie są w rzeczywistości nie do zaakceptowania. Coś, o czym rzeźnie nieposiadające licencji na eksport prawdopodobnie wiedzą wszystko.
W krajach bardziej południowych, takich jak Francja i Hiszpania, które w 2017 r. sytuacja była bardziej wyrównana, udało się w ostatnich tygodniach znaleźć miejsce na dorobienie kilku dodatkowych centów. Ma to głównie związek z podażą trzody chlewnej, a nie z poprawą sytuacji na rynku mięsa. Francuskie rzeźnie w dalszym ciągu narzekają na marginalne marże.
Rynek trzody chlewnej czeka na impuls wzrostowy. To musi pochodzić z rynku mięsnego, a na to w połowie lutego jest jeszcze za wcześnie. Ruchy, które komponenty wykonują co tydzień, nie są jeszcze wystarczające do wzrostu. W tygodniu 7 grzbiety, szynki, łopatki, brzuchy i tłuszcz pozostają niezmienione. W ostatnich tygodniach ramiona odrobiły stratę 16 centów, którą odnotowano w 51. i 52. tygodniu. Oznacza to, że ustała ekstremalna presja cenowa, którą chwilowo wywołał ten składnik. Części wysyłane do Chin odnotowały w zeszłym tygodniu minimalny plus, ale nie na tyle, aby wszystko ruszyło.
Obchody karnawału, który rozpoczyna się w najbliższy piątek, wpływają również na rynek trzody chlewnej. Oznacza to, że następuje pewne przesunięcie świń, co tymczasowo sprawia, że podaż wydaje się nieco większa.
Gdzieś na korytarzach widać, że rynek naciska na wzrosty. Musimy poczekać na moment, kiedy rzeźnie rzeczywiście będą miały więcej obowiązków w zakresie dostaw, a pilna potrzeba zaatakowania ostatnich świń stanie się pilniejsza. Nie dotyczy to jeszcze przyszłego tygodnia i dlatego cena giełdowa DCA 2.0 za ubite świnie pozostaje na poziomie 1,48 euro. Ceny żywych świń również pozostają bez zmian i wynoszą 1,17 euro.