Napięcie na rynku trzody chlewnej ma zostać zmniejszone teraz, gdy kilka europejskich rzeźni musi zostać zamkniętych z powodu koronowirusa. Duża ubojnia świń w Westfleisch zostanie zamknięta co najmniej w tym tygodniu. A może jeszcze nadejdzie więcej. Problemy są nadal do opanowania, ale sytuacja w USA pokazuje, że sytuacja może szybko się eskalować.
Nie wybuch afrykańskiego pomoru świń w Niemczech, którego obawiano się od miesięcy, ale koronawirus opanował rynek świń. Spadek cen w ostatnich tygodniach jest bezprecedensowy: w wyniku blokad w Europie od marca niemiecka notowania VEZG spadły aż o 42 centy do 1,60 euro za kilogram. Szkoda, bo od zeszłego roku notowania wreszcie osiągnęły poziom, na którym hodowla trzody chlewnej stała się opłacalna. Rok 2020 również miał być dobrym rokiem, ale ze względu na kryzys koronowy wszystkie obiecujące prognozy mogły zostać wyrzucone do kosza.
Dna rynku nadal nie widać. Tak naprawdę sytuacja pogarsza się z dnia na dzień. Ponieważ w różnych krajach zakłady fryzjerskie i szkoły mogą ponownie otwierać się, niektóre rzeźnie są zamykane.
Na początku ubiegłego tygodnia kurtyna opadła na stosunkowo małą rzeźnię bydła Vion w północnych Niemczech. Kilka dni później stało się jasne, że co najmniej w tym tygodniu będzie musiała zostać zamknięta także duża rzeźnia świń w Westfleisch, ponieważ u setek pracowników zdiagnozowano wirusa. Niemiecki rząd stosuje punkt odniesienia, zgodnie z którym w regionie występuje maksymalnie 50 infekcji koronowych na 100.000 XNUMX mieszkańców, w przeciwnym razie środki zostaną natychmiast ponownie zaostrzone. Miało to miejsce w Coesfeld (Nadrenia Północna-Westfalia), niedaleko Winterswijk.
Świnie kontraktowe poddaje się ubojowi
Spółdzielcza grupa mięsna wskazała, że wszystkie świnie kontraktowe zostaną zakupione. Z przybliżonych szacunków wynika, że 70% dostaw Westfleisch jest objętych kontraktami. Wolny rynek jest zatem bardziej bezbronny w czasach kryzysu, ale nie o to chodzi. Rozciągnięte zostają także limity wagowe. Jeżeli pozostanie krótkoterminowe zamknięcie fabryki w Westfleisch, problemy zostaną opanowane i dostawy prawdopodobnie uda się zrealizować.
Ale czy na tym się kończy? Krążą pogłoski, że w Niemczech trwają dochodzenia w sprawie śladów skażenia w rzeźniach, co może pociągnąć za sobą konsekwencje. Liczne ogniska choroby w sektorze mięsnym zajmują ważne miejsce w niemieckiej polityce. Kiedy zamykana jest druga duża rzeźnia, problemy piętrzą się. I nie jest to wykluczone, biorąc pod uwagę, że (wschodnioeuropejscy) pracownicy rzeźni często żyją w skupiskach. Szybko zostaje przekroczony limit 50.
Przecież w USA problemy też zaczęły się od jednego lokalizacja Smithfielda na Środkowym Zachodzie, ale w krótkim czasie zamknięto prawie 50% mocy ubojowych. Ze wszystkimi tego konsekwencjami: pustymi półkami w supermarketach i miliony eutanazji wieprzowy. W rzeczywistości konsumenci na obszarach wiejskich Ameryki kupują obecnie nawet tuczniki bezpośrednio z farmy, aby mieć pewność, że mają mięso. W czasach kryzysu świat zachodni wydaje się wracać do staromodnych praktyk.
Duży wpływ
Utrata zdolności do uboju może wywrócić społeczeństwo do góry nogami, jak pokazuje sytuacja w USA. Nawet prezydent Donald Trump w pewnym momencie przyłączył się do dyskusji i zażądał ponownego otwarcia rzeźni, aby zapobiec pustym półkom. To się dzieje od czasu do czasu. W międzyczasie Trump uwolnił miliardy euro na zakup zapasów mięsa (wołowiny). Naciskają na to także belgijscy hodowcy trzody chlewnej. Jak dotąd Komisja Europejska nie rozważała zakupu/przechowywania wieprzowiny, chociaż program został otwarty dla mięsa wołowego, baraniego i koziego. Pewnie dlatego, że do niedawna ceny trzody chlewnej były dobre, a niedobory mięsa na świecie (szczególnie w Chinach) na papierze są duże.
W Holandii rzeźnie działają pomimo infekcji w Vion w Scherpenzeel, nadal aktualne. Zamknięcie w Westfleisch będzie jednak zauważalne także w naszym kraju. Co tydzień do Niemiec trafia od 20.000 30.000 do 80.000 XNUMX tuczników. Liczba prosiąt sprzedanych w Niemczech wynosi XNUMX XNUMX. Nie bez powodu Holandię często żartobliwie określa się jako prowincję Niemiec.
Powalone niemieckie haki rzeźne to strata. Sytuacja nie jest jeszcze problematyczna, ponieważ świnie nadal można popychać. Liczba świń w Niemczech spada od lat i obecnie jest to dobra wiadomość. Sytuacja zmienia się, gdy władze zamykają jeszcze więcej (niemieckich) miejsc uboju. I to nie jest nie do pomyślenia.