Niemiecki Związek Hodowców Trzody Chlewnej (ISN) miał swoich corocznych członków wieczorem w ostatni czwartek (4 listopada). Wielu przedstawicieli średnich rzeźni przemawiało tego wieczoru i wyjaśniało, jak zła według nich jest obecna sytuacja na niemieckim rynku trzody chlewnej.
Gerald Otto z niemieckiej rzeźni Goldschmaus Group i Bernhard Simon z SIMON Fleisch podzielili się swoimi opiniami na temat aktualnych problemów sektora trzody chlewnej. Centralnym pytaniem było, czy problemy ze sprzedażą są przejściowe, czy też mamy do czynienia z głębokim kryzysem. Wskazano na problemy związane z niedoborami siły roboczej oraz skutki chińskiego zakazu importu niemieckiej wieprzowiny.
Wąska dostępność siły roboczej
Bernhard Simon stwierdził, że obecnie największym problemem firmy jest bardzo ciasny rynek pracy. „Nikt już nie przyjdzie, to katastrofa”. Oprócz korony poważnym problemem od tego roku są obowiązkowe umowy o pracę w sektorze uboju. Umowy na czas nieokreślony zapewniają większe zabezpieczenie społeczne, ale zdaniem Simona zagraniczni pracownicy tego nie oczekują. Preferują najwyższą możliwą pensję netto, dlatego agencje zatrudnienia wolą teraz zatrudniać osoby w sektorach, w których umowa nie jest obowiązkowa: uprawa winorośli, transport czy lokalizacje Amazon.
Sytuacja na rynku mięsa również „katastrofalna”
Gerald Otto z Grupy Goldschmaus wskazuje, że wpływ utraconego eksportu do Chin jest ogromny. Produkty uboczne, takie jak ogony i nogi, nie mogą być już sprzedawane i wiele firm musi je wysłać do zniszczenia. Jest to niezwykle niekorzystne dla wartości kwadratowej i Otto również mówi o katastrofie. Według niego rzeźnie w Niemczech tracą obecnie od 50 do 70 euro na świnię i pilnie potrzebne są nowe rynki dla tych części.
O niepokojącym rozwoju spożycia mięsa w Niemczech wspomina także przedstawiciel sieci supermarketów Rewe z Niemiec. Zdaniem spółki sprzedaż mięsa na grilla w tym sezonie jest bardzo słaba. Mówi, że w tym roku sprzedano o 60% mniej artykułów do grillowania niż w 2020 roku.